Zaszufladkowany do: Podróże, Życie — admin @ 19:53
Pierwszy dzień i pierwsze strzały – na pierwszy ogień stolica – czyli Valletta
wrzucam na gorąco – obróbka na szybko – ale jest tyle ciekawych rzeczy do zobaczenia…
jestem b. zaskoczony…
przed wyjazdem usłyszałem od mojej koleżanki, że Maltę można zobaczyć w jeden dzień – mi tyle potrzeba było na Vallettę…
Wiele zachwytów czy też patetycznych słów zostało już powiedziane…
Fotografia ślubna jest zlepkiem wielu sztuk fotograficznych – od makro (obrączki), zbliżenia na detale, reporterskie (właściwie główna część), poprzez glamoure – czyli zdjęcia plenerowe. Niewielu fotografów potrafi odnaleźć się w gąszczu potrzeb klientów. Niektórzy nawet nie starają się – wychodzą z założenia, że klient powinien w pełni akceptować ich styl, a wszelkie przejawy braku akceptacji dla pomysłów fotografa uznawane będą za fanaberie rozkapryszonej panny młodej czy też zdziecinniałego pana młodego. Być może jest to nawet słuszne założenie. Fotograf bądź co bądź powinien od początku do końca kontrolować sytuacje. Wystarczy delikatna uwaga, że światło nieodpowiednie a już przygotowania zmieniają swoje miejsce, a rodzina posłusznie opuszcza nowy – przygotowawczy lokal. Fotograf właściwie tylko raz czuje się nieswojo – w kluczowym punkcie dnia. Wchodzi on na dziki teren, którego nijak nie może kontrolować… Ba! musi się nawet podporządkować. Brak akceptacji regulaminu – ścięcie głowy! Jednak zaraz po opuszczeniu ciężkich murów, fotograf znów powinien odzyskać kontrolę.
Częstym przykładem walki o terytorium jest współpraca fotografa z kamerzystą. On (fotograf) wie, że kamerzysta wie, że zajęcie strategicznie najlepszego miejsca w kościele to połowa sukcesu. Ważne jest także niesłychanie kontrolowanie obszaru przed poruszającą się parą młodą. Tutaj zdecydowanie może wygrać fotograf – jego ultraszerokie obiektywy są zupełnie niedostępne filmowym kolegom. Kamerzysta postanawia więc ograniczyć kadr tylko to twarzy panny młodej (i kawałka ucha młodego) – w ten sposób filmując 35 cm od twarzy zdecydowanie zwycięża. Lecz to nie koniec walki – 100W halogen (która bateria by to wytrzymała), wąs pod nosem (przecież każdy kamerzysta ma wąsy), nieodpowiedni ubiór – wszytko po to by wyprowadzić fotografa z równowagi…
Walka z kościoła przenosi się na sale weselną. Zniszczone morale fotografa – przecież to on miał kontrolować sytuacje musi być podreperowane. Odrobina środka przeczyszczającego w pysznej kawie dla pana videokręcioła…
Fotograf ślubny nie ma łatwego życia… cały czas czyha na niego jakaś niespodzianka… To najtrudniejszy zawód świata!
Tak odległe… jednak globalizacja dotarła i tam… Tam także jest boom na śluby, panny młode, wspaniałe torty, zdjęcia, filmy itd…
Pekin jako miasto to 13 milionowa metropolia. Jednak nie jest tak nowoczesne jak inne Chińskie miasta położone na południu. Jednak tam gdzie są ludzie… są także i śluby…
Zupełnie przypadkowo jakiś czas temu miałem okazję natrafić na arcydowcipną parodie filmu Seks w wielkim mieście. Może i zewnętrzną powłoką przypomina to odrobinę tamten serial, to jednak jest ambitniejszy w przekazie a także o wiele bardziej edukujący. Autora dość odważnie stara się zrozumieć mieszkańców Pekinu, ich rozterki, ich pragnienia, ich myśli. Dość wnikliwie analizuje i przedstawia w bardzo przyjemnej formie videoreportażu.
Niemniej jednak odcinek który dziś prezentuje poświęcony jest ślubom w Pekinie.
Zupełnie niespodziewanie miałem okazje zrobić kilka zdjęć, w nowej kawiarnii. Prócz klimatycznego wnętrza, będzie można napić się kawy… oraz już niedługo – jak zapewnia właścicielka – prawdziwej czekolady… (obecnie w Łodzi wszędzie zamiast czekolady podawane jest kakao, a ostatnio to już nawet miałem okazje dostać budyń czekoladowy…)
Kawiarnia zanajduję się przy ul. Narutowicza 45 w Łodzi (przy restauracji Orfeusz) – wejście z bramy…