Część osób już wie – czy poprzez FPFS czy poprzez Facebooka – niemniej jednak postanowiłem i tutaj napisać… ale od początku:
Prezentacja zdjęć nastręcza wiele problemów. Wybór odpowiedniego medium to sprawa na tyle istotna, iż każdy fotograf zacznie się nad nią zastanawiać. Nie ma jednej idealnej formy – lecz do konkretnego celu konkretny produkt może być najlepszym wyborem. Fotoksiążka to produkt którego nazwa od zawsze kojarzyła mi się źle – wręcz paskudnie (produkt z supermakretu). Jednak dwa lata temu zobaczyłem iż tak nie musi być. Jednakże problemy z kontrolą jakości (firmy Bl….) i ogólny spadek jej spowodował, że zdecydowałem samodzielnie tworzyć fotoksiążki.
Przez długi czas jako fotograf nie potrafiłem znaleźć dla siebie dobrej metody prezentacji zdjęć – właściwie oferowałem jako główny produkt prezentację DVD. Dobrze wykonana prezentacja może przez długi czas wystarczyć – ale jednak papierowa, namacalna postać byłaby wskazana.
Do decyzji o wyborze fotoksiążki dochodziłem dość długo. Jednak argument o powrocie do korzeni był dla mnie wystarczający. Wystarczy przejść się do księgarni – zajrzeć do działu z albumami fotograficznymi – mamy tam prawdziwie książki – papier kredowy, wysokiej jakości druk, okładki fotograficzne, obwoluty – czasem płótno – jednym słowem klasyka. Oczywiście mnogość możliwości wykończenia finalnie wpływa na całokształt i ogólny odbiór, dlatego też tworząc spółkę KD z Marcinem Dąbrowskim postanowiliśmy stworzyć najlepszą fotoksiążkę na rynku – począwszy od druku – skończywszy na części introligatorskiej.
Tak więc dochodzimy do sedna – KD Albumy – czyli fotoksiażka
Zawiłe opisy szczegółów technicznych są dla mnie nic nie warte i nie będę Was nimi zanudzać – mógłbym pisać bajki w stylu „program ochrony koloru” czy też inne marketingowe bzdury, lecz są to tylko słowa lepszego czy też gorszego copywritera – osoby która nie ma do czynienia z fotografami. Dla mnie wyznacznikiem całej mojej pracy jest odbiór albumów przez fotografów. Ich zachwyty nad tonami, czerniami, papierem, oprawą…
Tak powstało nasze hasło przewodnie – od fotografów – dla fotografów. Tworzyliśmy produkt z myślą o fotografach. Tych ślubnych – ale także tych którzy chcą mieć swoje zdjęcia wydane w porządnym albumie. Posiadać nie namiastkę albumu fotograficznego – ale pełnowartościowy produkt, w najlepszym wydaniu. Fotografie aktu, portrety, street, krajobrazy – te wszystkie zdjęcia czekają na adekwatną oprawę – klasyczną – bo tylko klasyka przetrwa próbę czasu.
Mam świadomość iż na rynku obecnie panuje moda na fotoksięga (ta rozkładana na płasko) i nie zamierzam negować go. Jednak dla osób które szukają klasyki, produktu który będzie albumem fotograficznym „jak z księgarni” mam zaproszenie na www.kdalbumy.pl
Zbigniew Kruk
współzałożyciel KD Albumy
Drukujemy albumy fotograficzne w nakładzie od 1 sztuki.
Witam.
Mam do Pana takie nietypowe pytanie związane z fotografią.
Jestem młodym fotografem i zaczynam zarabiać na fotografii ślubnej…. Jednak zdobyć klientów bez dobrego portfolia jest bardzo ciężko bo wiadomo, że każdy chce zobaczyć umiejętności fotografa….. i tutaj pytanie do Pana … za jaką kwotę ( na rok ) mógłbym używać Pana zdjęć z kategorii ślubne na własnej stronie internetowej. Pozwoliłoby mi to wzbudzić większe zaufanie u klientów.
PODKREŚLĘ ŻE JESTEM FOTOGRAFEM Z PODKARPACIA WIĘC NIE JESTEM W ŻADEN SPOSÓB PANA KONKURENCJĄ.
Jeżeli zgodziłby się Pan na takie rozwiązanie to oczywiście chciałbym podpisać umowę , ta umowa zawierałaby między innymi okres udostępniania zdjęć i dokładny adres mojej strony www na której te zdjęcia mogłyby się znajdować przez okres rok.
Proszę mi wybaczyć, że się nie przedstawiłem imię i nazwiskiem ale nie jest to powód do dumy, że proszę innego fotografa o wykorzystanie zdjęć. Oczywiście przedstawię się jeżeli zgodzi się Pan na moją prośbę.
Tak więc proszę o przemyślenie tematu i proszę o podanie ceny za udostępnianie zdjęć ( na rok, 6 miesięcy , 3 miesięce)
Pozdrawiam i czekam na odpowiedź
Fotografem jest dziś każdy – każdy kto ma aparat. Nie liczą się wykształcenie, umiejętności – i dziś padł ostatni bastion – portfolia też nie trzeba mieć. Wystarczy lustrzanka z MediaMarktu za 1899 zł i fotograf „pełną gębą”.
Czy ten tekst list bulwersujący – jest! Jest bulwersujący, krzywdzący i udowadniający, iż patologia na rynku usług ślubnych jest wokół nas. Nie ma dziś pokory – jest jedynie chęć szybkiego wzbogacenia się, dorobienia – na lewo, na prawo – byleby przytulić ileś tam złotych.
Branża ślubna w dobie ponownego zalewu tandety pseudo fotograficznej musi trzymać się razem i trzyma się – choćby tutaj: FPFS
Takie miejsca jednoczą ludzi którzy pracują od dawna jako fotografowie ślubni, pracują nad poprawą jakości usług, swojej oferty czy profesjonalizmu w szerokim tego słowa rozumieniu.
Czy jest na to rozwiązanie – jest: trzeba wybierać marki – osoby z historią i doświadczeniem. Oczywiście – młodym i nowym też trzeba dać szansę. Ale młodzi i nowi powinni sami na tą szansę zapracować – bez oszustw, kłamstw. Pracując u boku jakiegoś fotografa – albo idąc do szkoły….
Jedyny pozytywny wydźwięk tego maila jest taki, iż osoba ta spytała się czy może… Gdyż standardem jest to, iż kradnie się (pardon – pożycza) bez pytania.
Czy mój post coś zmieni? Myślę, że niewiele…choćby dlatego, iż w Polsce wciąż wierzymy w 10 letniego Golfa TDI igła z Niemiec po dziadku rocznik 26 z przebiegiem 98.000 – i tak samo w pogoni za oszczędnościami para młoda będzie szukała najtańszej oferty. Mądry Polak po szkodzie pewnie nigdy więcej nie uwierzy w taki stan licznika… następnym razem kupi samochód z bardziej realnym przebiegiem… ale ślub bierzemy zwykle… raz.
Zawsze zastanawiałem się jak to możliwe by firma Prokom miała taki ładny wieżowiec w Warszawie…
Dla tych co przespali ostatnie 20 lat – firma Prokom to firma, która zrewolucjonizowała Polski ZUS – z ery kamienia wprowadziła go do ery baz danych….
Od dawna wiadomo, że komputery przyspieszyły świat – można natychmiast uzyskać jakąś informację, przesłać, wygenerować skomplikowane raporty…
tak też robi ZUS…
gdy musiałem np. otrzymać zaświadczenie o tym, że nie zalegam i nie mam żadnych innych zaległości – myk – pani sobie na karteluszce zapisała co ma sprawdzić i już po 27 dniach zadzwoniła, że pismo potwierdzające jest do odbioru…
luz… na wakacje akurat wyjechałem – więc i tak bym nie odebrał wcześniej….
ale pismo które otrzymałem wczoraj wstrząsnęło mną….
W świecie, w którym fotograf żeby mógł coś włożyć do garna… w brutalnym świecie dodam…
trzeba umieć się wyróżnić, trzeba nabyć metody sprzedania swojej wiedzy – tak by sprzedać ją jak najlepiej…
przecież od zawsze wiadomo, że sprzedaż swojej wiedzy to najlepszy biznes – lecz czy fotograf ślubny który robi ładne zdjęcia wie jak ją sprzedać? Niektórzy wiedzą – inni nie… Dla tych którzy stawiają pierwsze kroki, dla tych którzy się boją i wciąż się nie zdecydowali mamy wspaniałą propozycję – STWÓRZ WŁASNE WARSZTATY FOTOGRAFII ŚLUBNEJ
Są to pierwsze na świecie (!!!) warsztaty pokazujące krok po kroku – jak zorganizować profesjonalne warsztaty ślubne!
w programie:
1.od zera do bohatera – czyli jak obronić się na forum przed atakami
2. pitolicie hipolicie – czyli jak stworzyć ładną i gładką stronę o szkoleniach
3. szkolić każdy może – czyli jak ukryć swój brak rodowodu fotografa – sztuczki i kruczki
4. DO ŚWIAT tCZENIE – czyli jak zorganizować warsztaty mając małe doświadczenie w branży
5. Biedronka – czyli marketing cenowy Twoich Warsztatów (inaczej zwany także Dużo, Tanio T….) – jak zrobić warsztaty taniej niż konkurencja!
po co wyłamywać otwarte drzwi – skoro inni już to zrobili?
zainwestuj w siebie! zainwestuj w swoje potencjalne dochody!
nie czekaj, aż wszyscy będą organizować warsztaty!
szkolenie trwa 2 dni
pierwszy dzień składa się z ostrego picia
drugi dzień z leczenia
Po szkoleniu otrzymacie państwo zestaw gotowych stron internetowych w których wystarczy wpisać swój program, uzupełnić zdjęciami, logotypem i już można zaczynać biznes warsztatowy.
Dodatkowo – zestaw gotowych akcji Photoshopa – które będzie można sprzedawać jako SWOJE!! – każdy dostanie 5 niepowtarzalnie i indywidualnie zaprojektowanych akcji.
Ponadto – ekskluzywny dyplom ukończenia szkolenia!
Koszt szkolenia to 1 zł (promocja dla pierwszych 1000 osób)
Pierwszy dzień i pierwsze strzały – na pierwszy ogień stolica – czyli Valletta
wrzucam na gorąco – obróbka na szybko – ale jest tyle ciekawych rzeczy do zobaczenia…
jestem b. zaskoczony…
przed wyjazdem usłyszałem od mojej koleżanki, że Maltę można zobaczyć w jeden dzień – mi tyle potrzeba było na Vallettę…
Nowy etap…
od 2 miesięcy bawię się błyskiem w plenerze
oczywiście – początki są trudne – czasem bywa lepiej – czasem bywa gorzej…
ta zabawa na prawdę mnie kręci.. jest to coś nowego – mogę szukać nowych pomysłów… daje mi to sporo energii – by szukać nowych rozwiązań, nowych koncepcji, nowych miejsc…
ponieważ tego dnia było wyjątkowo pochmurno – właściwie większość sesji była „dopalana”
miałem także tego dnia asystentkę – coby mogła trzymać żagiel na wietrze… /czy ktoś wie gdzie kupić wytrzymałe parasolki – bo póki co 2 już rozwaliłem w tym sezonie /
w innych sesjach – są tylko pojedyncze strzały…
Wiele zachwytów czy też patetycznych słów zostało już powiedziane…
Fotografia ślubna jest zlepkiem wielu sztuk fotograficznych – od makro (obrączki), zbliżenia na detale, reporterskie (właściwie główna część), poprzez glamoure – czyli zdjęcia plenerowe. Niewielu fotografów potrafi odnaleźć się w gąszczu potrzeb klientów. Niektórzy nawet nie starają się – wychodzą z założenia, że klient powinien w pełni akceptować ich styl, a wszelkie przejawy braku akceptacji dla pomysłów fotografa uznawane będą za fanaberie rozkapryszonej panny młodej czy też zdziecinniałego pana młodego. Być może jest to nawet słuszne założenie. Fotograf bądź co bądź powinien od początku do końca kontrolować sytuacje. Wystarczy delikatna uwaga, że światło nieodpowiednie a już przygotowania zmieniają swoje miejsce, a rodzina posłusznie opuszcza nowy – przygotowawczy lokal. Fotograf właściwie tylko raz czuje się nieswojo – w kluczowym punkcie dnia. Wchodzi on na dziki teren, którego nijak nie może kontrolować… Ba! musi się nawet podporządkować. Brak akceptacji regulaminu – ścięcie głowy! Jednak zaraz po opuszczeniu ciężkich murów, fotograf znów powinien odzyskać kontrolę.
Częstym przykładem walki o terytorium jest współpraca fotografa z kamerzystą. On (fotograf) wie, że kamerzysta wie, że zajęcie strategicznie najlepszego miejsca w kościele to połowa sukcesu. Ważne jest także niesłychanie kontrolowanie obszaru przed poruszającą się parą młodą. Tutaj zdecydowanie może wygrać fotograf – jego ultraszerokie obiektywy są zupełnie niedostępne filmowym kolegom. Kamerzysta postanawia więc ograniczyć kadr tylko to twarzy panny młodej (i kawałka ucha młodego) – w ten sposób filmując 35 cm od twarzy zdecydowanie zwycięża. Lecz to nie koniec walki – 100W halogen (która bateria by to wytrzymała), wąs pod nosem (przecież każdy kamerzysta ma wąsy), nieodpowiedni ubiór – wszytko po to by wyprowadzić fotografa z równowagi…
Walka z kościoła przenosi się na sale weselną. Zniszczone morale fotografa – przecież to on miał kontrolować sytuacje musi być podreperowane. Odrobina środka przeczyszczającego w pysznej kawie dla pana videokręcioła…
Fotograf ślubny nie ma łatwego życia… cały czas czyha na niego jakaś niespodzianka… To najtrudniejszy zawód świata!
Tak odległe… jednak globalizacja dotarła i tam… Tam także jest boom na śluby, panny młode, wspaniałe torty, zdjęcia, filmy itd…
Pekin jako miasto to 13 milionowa metropolia. Jednak nie jest tak nowoczesne jak inne Chińskie miasta położone na południu. Jednak tam gdzie są ludzie… są także i śluby…
Zupełnie przypadkowo jakiś czas temu miałem okazję natrafić na arcydowcipną parodie filmu Seks w wielkim mieście. Może i zewnętrzną powłoką przypomina to odrobinę tamten serial, to jednak jest ambitniejszy w przekazie a także o wiele bardziej edukujący. Autora dość odważnie stara się zrozumieć mieszkańców Pekinu, ich rozterki, ich pragnienia, ich myśli. Dość wnikliwie analizuje i przedstawia w bardzo przyjemnej formie videoreportażu.
Niemniej jednak odcinek który dziś prezentuje poświęcony jest ślubom w Pekinie.
Zupełnie niespodziewanie miałem okazje zrobić kilka zdjęć, w nowej kawiarnii. Prócz klimatycznego wnętrza, będzie można napić się kawy… oraz już niedługo – jak zapewnia właścicielka – prawdziwej czekolady… (obecnie w Łodzi wszędzie zamiast czekolady podawane jest kakao, a ostatnio to już nawet miałem okazje dostać budyń czekoladowy…)
Kawiarnia zanajduję się przy ul. Narutowicza 45 w Łodzi (przy restauracji Orfeusz) – wejście z bramy…