W związku z zamknięciem spółki KD której byłem wspólnikiem chciałbym poinformować, iż już za tydzień zaprezentuję moją nową działalność wraz z stroną internetową i ofertą na produkcję wysokiej jakości fotoksiążek.
Jeśli chcecie otrzymać informację mailowo możecie zapisać się do newslettera:
Ania z Mikołajem udowadniają, że nie ilość a jakość się liczy… Najbliższa rodzina i najwierniejsi przyjaciele oraz wolne umysły i odważne decyzje by choć trochę wyjść poza schemat. Pomimo iż Poznań jest stosunkowo blisko Łodzi a ilość moich znajomych w Poznaniu jest spora – dopiero niedawno miałem okazję po raz pierwszy przyjemność wykonania tutaj zdjęć. Mam nadzieję, iż w Wielkopolsce jest więcej takich pozytywnie otwartych umysłów! Choć SPOT (lokal w którym odbywało się przyjęcie) nie sprzyja fotografom (światło) to jednak atmosfera tego dnia była bardzo ciepła.
Paulina z Wojtkiem są parą którą będę pamiętać b. długo. Ich przygotowania, ślub czy też przyjęcie weselne to jedna wielka miłość. Uwielbiam fotografować takie potężne uczucia…
Z Kingą i Michałem mieliście okazję się już spotkać na moim blogu. Ich zdjęcia z pleneru w Irlandii są w mojej prywatnej top czołówce. Jednakże chciałbym także pochwalić się ich materiałem reportażowym. Na sam koniec kilka zdjęć z pleneru w Polsce.
Przychodzi taki dzień, w którym stwierdzasz, że Twoje plecy mają się coraz gorzej, kiedy zaczyna częściej boleć niż … nie boleć…
Fotograf taki jak ja potrafi nosić na swojej szyi 4kg + pozostałe 4-5kg na ramieniu w torbie. Praca w takim zestawie przez 1-2h nie robi wrażenia – lecz wszystko powyżej zaczyna być poważnym wyzwaniem.
Oryginalne paski już dawno poszły w odstawkę – zastąpił je pasek neoprenowy z mocowaniem na 2 aparaty. Był to dla mnie wtedy ogromny skok jakościowy – amortyzacja, oraz 2 aparaty na jednym pasku niesamowicie ułatwiły mi pracę. Jednakże plecy doskwierały coraz bardziej.
No i dostałem pasek Dual X firmy Reporterstrap. Nie ukrywam, iż złożenie tego do „kupy” zajęło mi trochę. Podpiąłem aparaty i … dało odczuć się sporą różnicę. Jednakże fotoreporter zawsze używa sprzętu sprawdzonego – dlatego też dopiero testy live coś mogłyby powiedzieć na 100%
Moje pierwsze zlecenie z Dual X nie zostawiło po sobie wspomnienia „wow” – były plusy, były minusy. Głównym problemem – opanowanie aparatów. Musiałem uważać by nie obić ścian lub ludzi… Druga sprawa to regulacja pasków – nie przewidziałem, iż kucając aparaty też będą niżej… trzeba więc dokładnie wyregulować paski, dopasowując je do swoich warunków.
Jednakże kolejne zlecenia to przyzwyczajanie się do paska, uczenie się go, uczenie się chodzenia z nim – a przede wszystkim obracania, bez obijania ścian. Powstawanie nawyków, odruchów itp… I tak mijały kolejne zlecenia, a Dual X po prostu był tam gdzie jego miejsce – na moim ramionach.
Aż pewnego dnia, przyjechałem na zlecenie i okazało się, iż zapomniałem „naramienników”. Na szczęście miałem swój stary pasek w torbie, który został szybko awaryjnie zamontowany w uchwytach aparatu..
Jednakże po 30 min poczułem dyskomfort, po 2h czułem ból, a po 5 godzinach było coraz gorzej… Dopiero wtedy zrozumiałem ile Reporterstrap robił dla mojego kręgosłupa. Po 12h reportażu z Dualem czułem zmęczenie pleców – ale było to zmęczenie – a nie ból który czułem przy użyciu paska neoprenowego. Taka zmiana jakościowa była mocno odczuwalna.
Po sezonie używania Duala wiem, że był to dla mnie strzał w 10tkę. Ruchy opanowane (nie obijam aparatów, w krytycznych momentach ręce same chwytają aparaty), poruszam się swobodnie. Dual x nie jest alternatywą dla pasków – to inna półka produktu – skierowana do osób które mają wysokie wymagania. Pasek Dual X zdecydowanie polecam – nie tylko dla osób które mają problemy z plecami – polecam każdemu, by mógł cieszyć się fotografowaniem jak najdłużej. Wraz z dbałością o zdrowie dostajemy wysokiej jakości pasek, który zwyczajnie ułatwia fotografowanie.
Czy obawiam się o mocowanie? Cóż – początkowo miałem obawy – lecz wyrobiłem odruch zapinania dodatkowego zabezpieczenia – a to eliminuje możliwość upadku aparatu. Jednakże patrząc z perspektywy całego sezonu jak działa Dual X – nie mam już tych obaw.
Wielokrotnie słyszałem od par młodych: my nie chcemy kamerzysty, chcemy dobre zdjęcia, dlatego kamerzysta będzie tani… Słowa te przeplecione z doświadczeniem zebranym podczas pracy budzą zwykle mój niepokój…
Niestety – ciężko wymagać od przyszłych małżonków doświadczenia w tym temacie – a także moje zbyt agresywne nagabywanie może przynieść skutek odwrotny – dlatego zapraszam Was do filmu reportażowego – ze ślubu – nie jednego, a wielu. Prawdziwego reportażu. Gdzie jest akcja, montaż –ale także i przesłanie.
Krótko mówiąc – zobaczcie co może zrobić … niespełniony reżyser, a Wam pozostawiam ocenę…
P.S. Oczywiście – nie jest moim celem udowadnianie, iż film ze ślubu jest czymś złym. Niemniej jednak w świecie Mc’Donalda trzeba nauczyć się odróżniać kameruna od operatora kamery (i podobnie posiadacza aparatu fotograficznego od fotografa). Czasem wręcz uważam, iż dobry operator wyciśnie znacznie więcej z tego dnia niż fotograf! Po prostu skorzystałem z okazji, iż ktoś pokazał dobitnie i wybitnie jak pracują niektórzy właściciele kamer…
Część osób już wie – czy poprzez FPFS czy poprzez Facebooka – niemniej jednak postanowiłem i tutaj napisać… ale od początku:
Prezentacja zdjęć nastręcza wiele problemów. Wybór odpowiedniego medium to sprawa na tyle istotna, iż każdy fotograf zacznie się nad nią zastanawiać. Nie ma jednej idealnej formy – lecz do konkretnego celu konkretny produkt może być najlepszym wyborem. Fotoksiążka to produkt którego nazwa od zawsze kojarzyła mi się źle – wręcz paskudnie (produkt z supermakretu). Jednak dwa lata temu zobaczyłem iż tak nie musi być. Jednakże problemy z kontrolą jakości (firmy Bl….) i ogólny spadek jej spowodował, że zdecydowałem samodzielnie tworzyć fotoksiążki.
Przez długi czas jako fotograf nie potrafiłem znaleźć dla siebie dobrej metody prezentacji zdjęć – właściwie oferowałem jako główny produkt prezentację DVD. Dobrze wykonana prezentacja może przez długi czas wystarczyć – ale jednak papierowa, namacalna postać byłaby wskazana.
Do decyzji o wyborze fotoksiążki dochodziłem dość długo. Jednak argument o powrocie do korzeni był dla mnie wystarczający. Wystarczy przejść się do księgarni – zajrzeć do działu z albumami fotograficznymi – mamy tam prawdziwie książki – papier kredowy, wysokiej jakości druk, okładki fotograficzne, obwoluty – czasem płótno – jednym słowem klasyka. Oczywiście mnogość możliwości wykończenia finalnie wpływa na całokształt i ogólny odbiór, dlatego też tworząc spółkę KD z Marcinem Dąbrowskim postanowiliśmy stworzyć najlepszą fotoksiążkę na rynku – począwszy od druku – skończywszy na części introligatorskiej.
Tak więc dochodzimy do sedna – KD Albumy – czyli fotoksiażka
Zawiłe opisy szczegółów technicznych są dla mnie nic nie warte i nie będę Was nimi zanudzać – mógłbym pisać bajki w stylu „program ochrony koloru” czy też inne marketingowe bzdury, lecz są to tylko słowa lepszego czy też gorszego copywritera – osoby która nie ma do czynienia z fotografami. Dla mnie wyznacznikiem całej mojej pracy jest odbiór albumów przez fotografów. Ich zachwyty nad tonami, czerniami, papierem, oprawą…
Tak powstało nasze hasło przewodnie – od fotografów – dla fotografów. Tworzyliśmy produkt z myślą o fotografach. Tych ślubnych – ale także tych którzy chcą mieć swoje zdjęcia wydane w porządnym albumie. Posiadać nie namiastkę albumu fotograficznego – ale pełnowartościowy produkt, w najlepszym wydaniu. Fotografie aktu, portrety, street, krajobrazy – te wszystkie zdjęcia czekają na adekwatną oprawę – klasyczną – bo tylko klasyka przetrwa próbę czasu.
Mam świadomość iż na rynku obecnie panuje moda na fotoksięga (ta rozkładana na płasko) i nie zamierzam negować go. Jednak dla osób które szukają klasyki, produktu który będzie albumem fotograficznym „jak z księgarni” mam zaproszenie na www.kdalbumy.pl
Zbigniew Kruk
współzałożyciel KD Albumy
Drukujemy albumy fotograficzne w nakładzie od 1 sztuki.
Witam.
Mam do Pana takie nietypowe pytanie związane z fotografią.
Jestem młodym fotografem i zaczynam zarabiać na fotografii ślubnej…. Jednak zdobyć klientów bez dobrego portfolia jest bardzo ciężko bo wiadomo, że każdy chce zobaczyć umiejętności fotografa….. i tutaj pytanie do Pana … za jaką kwotę ( na rok ) mógłbym używać Pana zdjęć z kategorii ślubne na własnej stronie internetowej. Pozwoliłoby mi to wzbudzić większe zaufanie u klientów.
PODKREŚLĘ ŻE JESTEM FOTOGRAFEM Z PODKARPACIA WIĘC NIE JESTEM W ŻADEN SPOSÓB PANA KONKURENCJĄ.
Jeżeli zgodziłby się Pan na takie rozwiązanie to oczywiście chciałbym podpisać umowę , ta umowa zawierałaby między innymi okres udostępniania zdjęć i dokładny adres mojej strony www na której te zdjęcia mogłyby się znajdować przez okres rok.
Proszę mi wybaczyć, że się nie przedstawiłem imię i nazwiskiem ale nie jest to powód do dumy, że proszę innego fotografa o wykorzystanie zdjęć. Oczywiście przedstawię się jeżeli zgodzi się Pan na moją prośbę.
Tak więc proszę o przemyślenie tematu i proszę o podanie ceny za udostępnianie zdjęć ( na rok, 6 miesięcy , 3 miesięce)
Pozdrawiam i czekam na odpowiedź
Fotografem jest dziś każdy – każdy kto ma aparat. Nie liczą się wykształcenie, umiejętności – i dziś padł ostatni bastion – portfolia też nie trzeba mieć. Wystarczy lustrzanka z MediaMarktu za 1899 zł i fotograf „pełną gębą”.
Czy ten tekst list bulwersujący – jest! Jest bulwersujący, krzywdzący i udowadniający, iż patologia na rynku usług ślubnych jest wokół nas. Nie ma dziś pokory – jest jedynie chęć szybkiego wzbogacenia się, dorobienia – na lewo, na prawo – byleby przytulić ileś tam złotych.
Branża ślubna w dobie ponownego zalewu tandety pseudo fotograficznej musi trzymać się razem i trzyma się – choćby tutaj: FPFS
Takie miejsca jednoczą ludzi którzy pracują od dawna jako fotografowie ślubni, pracują nad poprawą jakości usług, swojej oferty czy profesjonalizmu w szerokim tego słowa rozumieniu.
Czy jest na to rozwiązanie – jest: trzeba wybierać marki – osoby z historią i doświadczeniem. Oczywiście – młodym i nowym też trzeba dać szansę. Ale młodzi i nowi powinni sami na tą szansę zapracować – bez oszustw, kłamstw. Pracując u boku jakiegoś fotografa – albo idąc do szkoły….
Jedyny pozytywny wydźwięk tego maila jest taki, iż osoba ta spytała się czy może… Gdyż standardem jest to, iż kradnie się (pardon – pożycza) bez pytania.
Czy mój post coś zmieni? Myślę, że niewiele…choćby dlatego, iż w Polsce wciąż wierzymy w 10 letniego Golfa TDI igła z Niemiec po dziadku rocznik 26 z przebiegiem 98.000 – i tak samo w pogoni za oszczędnościami para młoda będzie szukała najtańszej oferty. Mądry Polak po szkodzie pewnie nigdy więcej nie uwierzy w taki stan licznika… następnym razem kupi samochód z bardziej realnym przebiegiem… ale ślub bierzemy zwykle… raz.
Miłość do zdjęć czy też inna forma psychopatycznego uwielbienia do fotografii spowodowała, iż Kinga bez najmniejszego oporu wysiadała z samochodu i biegnąc przez wrzosowiska pod Dublinem, przeskakując przez druty kolczaste, pozowała do zdjęć wraz z Michałem przy masakrycznym wietrze dochodzącym do 120 km/h. Było to skrajne zaufanie – gdyż ona sama nie dowierzała w to co robi! (ja chyba też)
Pierwszy raz w życiu robiłem zdjęcia przy wietrze który uniemożliwiał stanie w miejscu – jego podmuchy po prostu mnie przesuwały… Lecz będąc w takim miejscu nie miało to znaczenia – wrzosowiska z filmu Braveheart robiły wrażenie…
Ale Irlandia to także Dublin – miasto które zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Przepiękna architektura, cudowna atmosfera no i smak Guinnessa czy Jamesona. Miasto to tętni życiem! Na dodatek podczas mojego pobytu cały czas świeciło słońce
Długo nie musiałem namawiać ich do tego pomysłu… Gdy Żaneta i Marcin przyszli ustalić szczegóły związane z ich ślubem akurat kupowałem wycieczkę na Kretę. Po kilku dniach było już wiadomo, że znajdziemy się w tym samym hotelu. Plan był jeden – najpierw relaks – później praca. Zrelaksowane pary młode są jakby bardziej zakochane… a zrelaksowane pary młode wśród palm … cóż za chwilę ocenicie sami…
Kreta zaskoczyła mnie trochę… bylejakością architektury – przynajmniej wschodnia część – dlatego nie ma tutaj znanych z Santorini białych domków z niebieskim dachem – ale mamy za to ciekawe widoki i krajobrazy. Jest także plaża Vai na której rzekomo kręcono reklamę Bounty… Plaża może nie przypomina tych karaibskich – ale dziko rosnące palmy dają wystarczająco miły krajobraz.
Cóż – w tym roku też jadę na wakacje – więc jak ktoś jest chętny – to zapraszam…
Są śluby które są ładne, są śluby które są w ładnym kościele – ale są też śluby które są piękne. Żaneta z Radkiem mieli chyba najpiękniejszy ślub jakiego miałem okazję być świadkiem. Kazanie pastora było tak prawdziwe, iż żałuję, że nie filmowałem w tym czasie – gdyż miałbym ścieżkę dźwiękowa do podłożenia.
Prawdziwe emocje, bijąca radość i goście którzy otoczyli parę młodą wieloma pozytywnymi uczuciami. Cudownie jest fotografować śluby par które otoczone są takimi pozytywnymi klimatami.
Miło mi ogłosić iż portal ForumŚlubne.pl opublikował mój najnowszy artykuł. Tematem artykułu jest wybór fotografa ślubnego. Wydaje mi się, iż jest to interesujący felieton – zwłaszcza dla osób które zaczynają szukać fotografa na swój ślub. Są to moje przemyślenia – jednak ze względu na moje doświadczenie w branży – wydaje mi się, iż warte przeczytania.
Kilka lat temu zacząłem zastanawiać się dlaczego ludzie nie są zdolni do szalonych rzeczy… Wtedy zrealizowałem swoje pierwsze zdjęcia ślubne poza krajem i udowodniłem sobie oraz innym, że to co wydaje się być bardzo odległe – jest na wyciągnięcie ręki. Sesja ślubna w przepięknych rejonach świata – gdzie słońce świeci trochę inaczej, gdzie kolory mienią się innym blaskiem, gdzie światło jest jakby przyjemniejsze…
Nie wyobrażajcie sobie Was siedzących na plaży w strojach ślubnych jeśli nie jesteście gotowi na odrobinę szaleństwa – wiatru we włosach i sesji zdjęciowej która skończy się kąpielą w morzu. To nie jest propozycja dla wyjątkowo odważnych – to jest propozycja dla osób które po prostu chcą czegoś więcej – chcą mieć wyjątkowe zdjęcia, które za jakiś czas przypomną im o wspaniałych chwilach które spędzili podczas podróży poślubnej.
Mając pewne doświadczenie w tego typu sesjach (a jest ono dość istotne) – proponuję Wam możliwość odbycia takiej sesji. Szczegóły ustalam indywidualnie.
info@zbigniewkruk.com lub telefonicznie 603-86-79-89